Technologia

Między paragrafem a człowiekiem – o prawdziwej dostępności

2026-03-15 · Czas czytania 1 min

Brałem udział w dziesiątkach, jeśli nie setkach spotkań poświęconych dostępności. Organizowałem i prowadziłem grupy robocze, konsultacje, fora – zarówno w środowiskach ministerialnych, jak i w mniej formalnych inicjatywach społecznych. Niezależnie od formy i miejsca, na pierwszym planie zawsze pojawiały się paragrafy, ustawy, regulacje, dyrektywy. Debaty prawne toczyły się pełną parą – czy to w sektorze publicznym, czy w biznesie – a gdzieś w tle, jak echo puszczyka w lesie, rozbrzmiewał głos: weźcie pod uwagę potrzeby zainteresowanych! Posłuchajcie tych wykluczonych, zobaczcie, czego naprawdę potrzebują!

Ten głos, choć słyszalny, wciąż zbyt często bywa ignorowany. A może – co gorsza – jest słyszany, ale nie słuchany. Ten głos jest zaznaczany w protokołach, uwzględniany w załącznikach, cytowany w sprawozdaniach – ale finalnie... niewiele z niego wynika. Mam nieprzyjemne wrażenie, że mimo starań, mimo chęci, mimo złożonych deklaracji – coś nie gra. Coś się rozmija. Paragraf nie przystaje do życia.

Weźmy choćby przepisy dotyczące sektora publicznego – na przykład obowiązek tworzenia deklaracji dostępności czy procedury zgłaszania barier. Na papierze wszystko wygląda dobrze. Ale czy naprawdę działa? Czy osoba niewidoma może samodzielnie załatwić sprawę urzędową, bez proszenia o pomoc? Czy osoba niesłysząca zostanie obsłużona z szacunkiem i zrozumieniem? Czy osoba z niepełnosprawnością poznawczą zrozumie komunikat w urzędzie lub na stronie internetowej? Czy osoba starsza nie czuje się zagubiona? A co z nami wszystkimi, zapakowanymi w aplikacje mobilne, razem z kodami uwierzytelniającymi, captchami i formularzami ciągnącymi się przez kilka ekranów?

Podobnie jest w sektorze biznesowym. Wraz z wejściem w życie Europejskiego Aktu o Dostępności pojawiła się nadzieja, że głos użytkowników stanie się fundamentem zmian. Ale znów – zamiast prostych odpowiedzi, dostajemy niejednoznaczności. Czy kasa samoobsługowa w sklepie powinna być dostępna dla wszystkich, czy tylko dla osób w pełni sprawnych? Większość z nas pomyśli: oczywiście, że powinna. Ale „paragraf” zdaje się mówić co innego. Czy biletomat i kiosk informacyjny powinien być dostępny dla wszystkich? Czy zamawianie jedzenia przez ekran dotykowy w popularnych sieciówkach powinno uwzględniać potrzeby wszystkich? Odpowiedź wydaje się oczywista – a jednak znów wracamy do: to zależy.

Zamiast pytać, czy prawo coś przewiduje, powinniśmy zacząć od pytania: czego potrzebują ludzie? Dopiero potem powinniśmy dopasować do tego ramy prawne. Bo dostępność nie zaczyna się od paragrafu – zaczyna się od człowieka.

Dopóki nie zaczniemy naprawdę wsłuchiwać się w potrzeby tych, których dotyczy wykluczenie, nasze regulacje będą przypominały piękne mosty, które nie sięgają drugiego brzegu. Możemy budować systemy, pisać strategie, aktualizować akty prawne – ale jeśli na końcu tej drogi wszyscy poczujemy się zagubieni, niewidzialni – to znaczy, że coś poszło nie tak.

Dlatego dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy nie tylko legislatorów i ekspertów, ale również empatycznych słuchaczy. Ludzi, którzy rozumieją, że dostępność to nie tylko obowiązek – to odpowiedzialność!